Wiele osób może zarzucić sztuczną, "mainstreamową" otoczkę, z czym się nie zgodzę. Parę dni temu oglądając blogi trafiłam na post o dziewczynach z Tone it up! . Na początku byłam nastawiona sceptycznie. Klimaty a'la Victoria's Secret, "idealne", "zrobione" dziewczyny. Potem jednak zobaczyłam, że mają zdjęcia w dokładnie takim stylu, w jakim ja tworzę swoje prace. Są wiecznie uśmiechnięte, trochę zażenowane, ich treningi (dostępne na kanale Youtube) - nie są super zsynchronizowane, momentami aż zabawnie wygląda, jak nierówno dziewczyny wykonują ćwiczenia. Są trochę jak ja i moja siostra - wszędzie razem, nawet, gdy jedna z nich instruuje, jak wykonywać ćwiczenia, nagle w tle nie wiadomo skąd pojawia się inna, przebiega i znika. Trochę kojarzy mi się to z nami.

Szkoda jedynie, że ich program żywieniowy jest taki drogi - z opisów użytkowników wynika, że wart swojej ceny (150$) i ciągle otrzymują aktualizacje, ale jednak nie na moją kieszeń. Może kiedyś :)
Co jeszcze jest fajne w tych treningach? Są bardzo krótkie. Oczywiście dziewczyny zalecają powtórzenie np 3x ćwiczeń z danego filmiku, ale np kiedy zaśpię, nadal mogę przed pracą wykonać chociaż jedną serię. Mam wtedy kopa na cały dzień i czuję, że już coś dla siebie zrobiłam ;)
O samych programach nie będę się rozpisywała, filmiki na youtube są ogólnodostępne, na stronie dziewczyn i wielu blogach również można poczytać. Co mi się jeszcze podoba to to, że treningi są przygotowane również w wersji do druku - można je zabrać choćby ze sobą na wakacje ;)
Co jeszcze u mnie? Ostatnio ciągle 'czegoś mi się chce' - miałam kilka wpadek, ale dzielnie walczę ze sobą, jem zdrowo. Może się wydawać mało ciekawie, ale mi to wystarcza - w tym tygodniu mam mały detox - mojego męża przez tydzień nie ma, więc żywię się "chwastami" :) Przykladowy jadłospis:
śniadanie: owsianka
2 śniadanie: duży słoik zielonego koktajlu
obiad: zupa "śmieciucha" - z kuchennych resztek, zblendowana (np cebula, ziemniaki, seler naciowy, nać pietruszki, przecier pomidorowy, marchewki, seler, por, pietruszka itd)
przekąska: 1/2 twarogu z jogurtem greckim
kolacja: zielony koktajl
Nic ciekawego, mogłoby się wydawać, ale mam mnóstwo energii na cały dzień i nie chodzę głodna.
Ze wstydem muszę też przyznać się, że nie umiem pływać, choć większą część życia mieszkam nad morzem. Wstyd i porażka :) jednak od jakiegoś czasu zbierałam się, aby zapisać się na kurs. Postanowiłam zaoszczędzić trochę $ i zapisać się na lekcje w najbliższym czasie. A jak już będę umiała pływać, kolejnym krokiem, zapewne latem 2014 jest kurs kite surfingu w Chałupach, na który wybieram się od 2007 roku ;))) i dojechać nie mogę. No, ale teraz jest inaczej niż kiedyś i jak już sobie coś postanawiam, dążę do tego :)
PS: Przepraszam, jeśli notka znów jest nieco chaotyczna. Jestem zmęczona, nie mogłam spać tej nocy i ledwo kontaktuję :))